Moja droga do prawdziwej edukacji jeździeckiej
Zaczynałam jako dziecko w stajni na warszawskim Ursynowie, ucząc się podstaw. Na przestrzeni kolejnych lat byłam pomocnikiem, obserwatorem, wolontariuszem a następnie instruktorem czy stajenną... ale prawdziwa przygoda rozpoczęła się, gdy otworzyłam stajnię w Puszczy Bolimowskiej. Tam, przy moich własnych koniach i w gospodarstwie, odkryłam, czym naprawdę jest jeździectwo. Z chęcią użyłabym słowa "horsemanship"- które niestety w języku polskim nie posiada właściwego odpowiednika- bo wtedy właśnie zrozumiałam, że to nie o jeździectwo chodzi.
Nie chodziło o godziny spędzone w siodle czy intensywne treningi, ale o codzienne życie z końmi – obserwowanie ich charakterów, zrozumienie indywidualnych potrzeb, naukę subtelnej komunikacji bez słów. To nauczyło mnie, co oznacza faktyczny dobrostan: wolność, ruch i bliskość stada. Właśnie tam zrozumiałam, że koń to nie maszyna do jazdy, ale wrażliwe stworzenie zasługujące na profesjonalna, szczególną opiekę.
Rewolucja w codziennym życiu moich koni
W 2016 roku, dzięki tym doświadczeniom, podjęłam najważniejszą decyzję: wypuściłam moje konie na pastwiska. Nie na pare godzin. Nawet nie od świtu do zmierzchu, ale na całą dobę.
Do tej pory pamiętam pierwszą noc, którą spędziły poza stajnią. Wydawało mi się to nie do pomyślenia. Nie mogłąm spać. Siedziałąm w oknie i patrzyłam na pastwiska tak jakbym w ciemności mogła dostrzec co się na nich dzieje. Byłam pełna lęku.
Nastało rano i zupełnie nic sie nie wydarzyło. Konie, które dotąd codziennie o 6 rano witały mnie wychylając się przez drzwi boksów, niecierpliwie czekając na poranną porcję siana, często stukając nogami w drzwi, tym razem, na mój widok mozolnie oderwały się od trawy i niespiesznie ruszyły do bramy. Mijały kolejne doby a ja powoli zaczynałam dostrzegać jaki ten system utrzymania ma na nie dobroczynny wpływ. Na konie ale także na mnie.
Od tamtej pory nie zamykam ich w ciasnych boksach stajni. Żyją w wolnowybiegowej stajni, w stadzie, gdzie mają wszystko, co najważniejsze – towarzystwo innych koni, nieograniczony ruch, ogromną przestrzeń i dostęp do najwyższej jakości paszy prosto z łąki. Widząc ich radość, spokój i naturalną witalność, wiedziałam, że to właściwa droga. Mniej więcej w tym samym czasie zaczełam szyć pierwsze siatki na siano aby ułatwić sobie codzienną pracę, oszczędzić wydatków a koniom zapewnić naturalny ruch i nieograniczony dostęp do paszy.
I tak doszliśmy do teraz...
Dziś Piece of Hay to polski lider w produkcji siatek i toreb na siano, które są doceniane także w wielu krajach europejskich. Nasza oferta rozrosła się, ale w sercu pozostaje to samo – troska o zdrowie, bezpieczeństwo i naturalne warunki dla tysięcy koni naszych klientów.
Dołącz do nas i przekonaj się, jak proste rozwiązania mogą zmienić życie Twoich podopiecznych!