Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Komunikacja podstawą relacji

Komunikacja podstawą relacji

W miniony weekend uczestniczyłam w 6 edycji „Śniadań z końmi”. Temat: „Komunikacja podstawą relacji”. Dyskusję poprowadził Maciej Łuczyński.
Totalnie nie wiedziałam czego się spodziewać bo temat… cóż jeździectwo jest o ciągłej komunikacji.
Kiedy zaczęłam pisać recenzję temat komunikacji i relacji połączył się z tym o czym chciałam pisać już od paru tygodni. O zakupie konia z odruchu serca, o oczekiwaniach w starciu z rzeczywistością, o tym jaki jest koń i jego faktyczne potrzeby, o tym jaka jest rola właściciela i co z jego ambicjami. Kim musi stać się właściciel, trener aby sprostać potrzebom konia. Zaczęłam pisać coś co nie jest do końca recenzją tego spotkania, ale moją refleksją, która przyszła po nim.

Na początek powiedzieliśmy sobie o osobowościach.

Spotkanie człowieka z koniem. Dwóch istot o nierzadko skrajnych osobowościach.
Koń surowy, „zrobiony” lub młody, po przejściach, z problemami, bez problemów, zawsze ma jakąś przeszłość. W skrajnych przypadkach jest typem strachliwym lub dominującym. Czyli na presję, zmianę środowiska, stawiane wymagania reaguje lękiem (typ strachliwy) lub próbuje twardo stawiać swoje warunki (typ dominujący). To w wielkim skrócie i bardzo generalizując bo o osobowościach można pisać dużo i „w wielu odcieniach szarości”.

Ludzie i konie reagują podobnie. Bywają ostrożni, wycofani, lękliwi, ulegli. Lub przeciwnie: odważni, dominujący, stawiający śmiało granice, narzucający swoją wolę. Najgorzej kiedy na swojej drodze staną dwa skrajne charaktery: strachliwy koń i lękliwy jeździec, dwoje dominatorów, lękliwy jeździec i dominujący koń lub odwrotnie. Ciekawe jest pofantazjować o możliwych scenariuszach dla tych par.

Treść naszej rozmowy powinna trafić do jeźdźców zajmujących się końmi profesjonalnie, osób które z przyczyn losowych (zakup w odruchu serca…) stały się posiadaczami konia z całkiem innego bieguna niż oni, par z rodzaju „niedoświadczony jeździec- młody koń”, osób które chcą zacząć świadomą pracę ze swoim koniem.


Pofantazjujmy o biegunach. Co ma charakter do komunikacji?


Dominujący człowiek ze strachliwym koniem, mogą zbudować relację w której człowiek będzie silną ręką i stanowczością kontrolował konia, który podporządkuje się chowając swój lęk głęboko w sobie…. na inne okazje. Towarzyszy mi tu myśl, że trudno zaufać koniowi, który w sercu nosi strach i strach przed człowiekiem. Zawsze może się znaleźć coś, czego będzie obawiał się bardziej.
Strachliwy człowiek i dominujący koń. Zależnie od tego jak koń objawia swój silny charakter ta relacja może potoczyć się fatalnie lub nie tak źle. 1-0 dla konia.
Dwa silne, dominujące charaktery. Tu podobnie jak wyżej. Piłeczka relacji będzie przeskakiwać od jednego do drugiego w bezustannej rywalizacji i próbie ustanowienia swoich granic.
Dwa strachliwe. To wyobrażam sobie dość fatalnie. Wystarczy pomyśleć, że koń jest zwierzęciem uciekającym. Aby nie wpaść w panikę potrzebuje silnego, przewodnika, przy krótym będzie czuł się bezpiecznie. Tak jak strachliwy człowiek.

Złoty środek, jak zwykle…po środku 🙂

Kim musi stać się człowiek aby sprostać potrzebom konia i zbudować zdrową relację?

Nie możemy zbytnio liczyć na to, że koń sam z siebie dostosuje się do człowieka w ich relacji- odpuści lub będzie oparciem dla swojego jeźdźca. Raczej będzie grał do swojej bramki bo od tego zależy jego bezpieczeństwo i przeżycie. Świadoma praca nad tą relacją leży po ludzkiej stronie.

Jakie cechy ma posiadać dobry koniarz?

W dyskusji wyłoniliśmy aż 16 cech dobrego koniarza. Wybrałam kilka, moim zdaniem, najistotniejszych.

  • Elastyczność i otwartość
  • Jasne wyznaczanie celów i sprawiedliwość.
  • Charyzma,
  • Ciekawość i wieczna chęć poszukiwania.

O komunikacji


Kluczem do otwarcia się na komunikację z koniem jest spojrzenie na zwierzę takim jakie jest, z cechami, ograniczeniami i możliwościami jakie ma. Nie trwanie w swoich wyobrażeniach o koniu = brak frustracji i rozczarowania. Od chwili kiedy zaczynacie pracować tworzycie zespół, ograniczenia konia to „wasze problemy” a nie coś za co winę ponosi koń.
Nie jest możliwe by w treningu zbliżyć się do zbudowania relacji partnerskiej z koniem bez otwarcia się na wzajemną komunikację. A komunikujemy się stale. Mową czy emocjami, które uwidacznia ciało :

  • lęk, panika > wyrzut adrenaliny, gotowość do ucieczki, spięcie mięśni.
  • niepewność > wycofanie się.
  • gniew, złość > zaciśnięte szczęki lub pięści.
  • wzruszenie, współczucie, miłość > miękki wyraz twarzy, czasem łzy

Konie komunikują się cały czas: spojrzeniem, dotykiem, rzadziej głosem, częściej językiem ciała, na który są bardzo wyczulone. My mniej. Koncentrujemy się na mowie, używamy większych gestów, znacznie więcej, często za dużo dźwięków dlatego nasz język dla koni bywa chaotyczny i niezrozumiały, jak zwykły bełkot. Budzi to niepewność i brak zaufania. Powoduje zamknięcie się konia na komunikację.
Mowa koni to szereg sygnałów, które dla nas bywają trudne do zauważenia.
Dobry koniarz to doskonały obserwator. Raczej cichy. Sprawiedliwy i stawiający adekwatne wymagania i jasne zasady. Z doskonałym wyczuciem chwili.

Koniarz jest bardzo świadom swoich myśli i emocji– jego ciało wyraża tylko to co ma zostać zrozumiane. W 100% je kontroluje. Czuje kiedy ma podejść wywierając presję a kiedy odpuścić i cofnąć się o krok. Co nagrodzić a co zignorować. Kiedy stosować metodę „małych kroczków” a kiedy użyć dużej energii.

Aby rozmawiać, trzeba przestać „bełkotać”, zacząć szeptać i słuchać. Jasno wyrażać zamiary. Stawiać czytelne granice.

Ta rozmowa, gestami na granicy widzialności dla zwykłego człowieka (gdzie „słowa” to oddech, przeniesienie ciężaru, napięcie mięśni, mrugnięcie, drganie warg, widoczny spokój lub napięcie ciała, przestąpienie z nogi na nogę) fascynuje mnie od lat.

Pracując z końmi jako jeden z przyjemniejszych momentów, widzę ten kiedy zasypany wcześniejszym bełkotem, potokiem niezrozumiałych komend, zamknięty w sobie koń zaczyna rozmawiać (ten lękliwy, otwiera się i zaczyna podążać w stronę większej odważności, a ten bardziej dominujący, twardo broniący swoich granic- znajduje w sobie spokój i nieco uległości). Koń słuchany, po czasie zauważa, że człowiek chce rozmawiać i powoli, często asekuracyjnie, z rezerwą, czasem pod przykrywką złości i gderliwości zaczyna się otwierać. Potem bywa ciekawie bo konie, które otwarcie się komunikują z człowiekiem nie są zawsze „grzeczne” (nie tak grzeczne jak te zamknięte i podporządkowane), bywają prowokujące, zaczepne, potrafią powiedzieć „nie”. To miejsce na otwartość i akceptację.

Błędów nie można uniknąć

Nie trzeba bać się błędów bo pozwalają się uczyć. Dają opcję zmiany perspektywy. Tak jak kłótnie- te konstruktywne. Ważne tylko by nie brnąć dalej w działania, które nie powodują efektów i oddalają od celu. Tu znowu kłania się otwartość. Chęć poszukiwania. Słuchanie.
Błędy mają moc twórczą. Duże traumy nie rodzą się z błędnej komunikacji. Z drobnych nieporozumień można znaleźć wyjście bez uszczerbku dla relacji.
Błędy, popełniane przez konia, są naturalne, zostawiając je „bez komentarza”, pokazujemy, że może próbować, współpracować, dać coś z siebie, może się uczyć a za swoje starania spotka go nagroda. Za błędy- nic.
Im więcej doświadczenia tym mniejsza frustracja z niepowodzeń, tym mniej błędów i mniejsze ich konsekwencje.

Dużo mówiliśmy o presji.

Świadome wywieranie presji może być trudne dla nas. W ludzkim języku słowo presja kojarzy się z oporem, siłą, walką, przymusem, naciskiem. Nieprzyjemnie, Chcielibyśmy tego unikać.

Presja i zdjęcie presji. Presja powoduje napięcie, napięcie może powodować opór lub chęć ucieczki. Dlatego równie ważny co dobry czas działania jest moment zdjęcia presji.

Temat na który można rozmawiać długo. Lubię mówić swoim jeźdźcom, że koń uczy się nie tyle w chwili przyłożenia nacisku (wywarcia dowolnej presji) co wtedy kiedy presja znika. To o czym Maciek powiedział dużo, a o czym wcześniej nie myślałam to obecność człowieka podczas dawania nagrody. To dość oczywiste kiedy się zastanowić. Kiedy presja znika, człowiek musi być obecny. Bardzo ciekawy temat „nagroda a niewidzialność”. Myślę o tym na przykładzie puszczania konia luzem po treningu. Ogłowie (presja) znika, koń odbiega (swoboda = nagroda), człowiek zostaje sam przy bramce. Lubię, kiedy po skończonej pracy koń zostaje przy mnie i oboje korzystamy z chwili zadumy i relaksu. Razem. Przebywanie ze sobą bez oczekiwań i wymagań to ważny element relacji.

Dużo czasu poświęciliśmy kwestii „ile tej presji?”, „co to znaczy dużo a ile to za mało?”.
Po swoich jeźdźcach widzę, że to trudne. Decyzja o tym by działać nie przychodzi im intuicyjnie. Często po czasie. Zwykle działania jest za mało, czasem ogromny wybuch emocji nie był wcale potrzebny.
Odpowiedź na pytanie „kiedy?” przychodzi z czasem, doświadczeniem, obserwacją, pracą z wieloma końmi. Odpuszczanie presji, timing, metodę małych kroczków i moc nagradzania Maciek zaprezentował na przykładzie klikera i ochotnika.
Na pytanie „ile?” odpowiedzieliśmy: „tak mało jak się da i tyle ile jest konieczne”.
Podczas krótkiej prezentacji wszystko wydało się jasne i oczywiste – timing użyty idealnie „w punkt” i energia w takim natężeniu, że słuchaczka/ochotniczka w mig złapała gdzie jest jej miejsce 😉



Liczę na to że będą kolejne edycje i że uda mi się w nich uczestniczyć.
Dałam się wciągnąć w bardzo przyjemną dyskusję, burzę mózgów z grupą.
Rozsiedliśmy się wygodnie, popijając croissanty kawą i rozmawialiśmy.
Chociaż nie możliwe było wyczerpanie tematu w ciągu 4 godzin, atmosfera w „Domu w Lesie” u Macieja zaprasza by zostać do wieczora i debatować dalej siedząc przy kominku, tylko przyzwoitość kazała nam w końcu wyjść.

Niestety nie zrobiłam zdjęć podczas spotkania. Fotografie, które widzicie pochodzą z mojego archiwum.



Website | + posts

Autorka jest jeźdźcem i instruktorem. Od kilkunastu lat uczy ludzi jak zrozumieć konie (i konie- jak rozumieć ludzi) Interesują ją różne style jazdy, doświadczenie czerpie głównie z klasycznego ujeżdżenia oraz natural horsemanship łącząc pracę z ziemi z klasyczną gimnastyką jedzeniową. Wciąż poszukuje nowej wiedzy i technik pracy z końmi aby najlepiej rozwijać ich możliwości fizyczne. 
Studiowała w warszawskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego na wydziale Nauk o Zwierzętach. Wtedy głębiej zainteresowała się biomechaniką i psychologią treningu koni. Następnie zdobywała wiedzę podczas szkoleń z takimi trenerami jak Gerd Haushmann, Kyra Kyrklund, Manolo Mendez, Wojciech Mickunas, Monika Damec, Małgorzata Hansen... Jednak, jej najlepszymi nauczycielami były i są konie. Uwielbia obserwować je w naturze. 

Prowadzi konsultacje jeździeckie w Warszawie i okolicach. 

"Nigdy nie jest za późno na zmianę. Doświadczenie i czas nic nie znaczą. Moment, w którym zaczynasz patrzeć we właściwa stronę, trwa kilka sekund" 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Select your currency
PLN Złoty polski
EUR Euro